Błędów wciąż popełniam masę,
Na słodycze trwonię kasę.
Tysiąc razy obiecuję,
Już nikt tego nie kupuje!
Sama mam z tym problem wielki,
Wciąż do paszczy wpycham żelki.
Ciastka, rurki i ciasteczka,
Chipsy, wafle, coś w miseczkach.
Rano ze mnie wzór jest świetny,
Lecz pod wieczór dosyć szpetny,
Bo do gęby wpycham wszystko,
Byle sprytniej, szybciej, bystro!
Za dnia przykład,
Nocą szkoda,
Nie pomoże nawet woda.
Wielki brzuch,
Na każdy ruch,
Grube udziska,
Aż żal dupę ściska!
Twarz dosyć dziwna,
Na ciało brak słów,
Trzeba w końcu wykonać jakiś ruch!
Trzeba się w końcu za siebie wziąć,
A nie: się nażreć, narzekać i siąść!
Morał z tego wiersza jest dziwny odrobinę:
Dosyć mam w lustrze patrzenia na grubą Karolinę!
No i to by było na tyle na dzisiaj -.-